piątek, 25 marca 2016

Rozdział 1

Rozdział 1
Nazywam się Jane Ayer, czternastoletnia dziewczyna, uczennica drugiej gimnazjum.  Kiedyś byłam małą, naiwną dziewczynką, zresztą jak każdy. Dawałam sobie wszystko powiedzieć i zrobić. Zmieniłam się.  To był pewien słoneczny poniedziałek. Piętnasty czerwiec.  Nie wiedziałam, że ten dzień kompletnie zmieni moje życie.


-Jane, widziałaś swój plecak?- spytał Brayan kiedy schodziłam po schodach na herbatę.  Brayan to trzynastoletni wariat. Niższy szatyn, bardzo rozwydrzony i zabawny.
-Nic nie widziałam.- odparłam i poszłam dalej.
-Powinnaś uważać na swój plecak.- ostrzegła mnie Natalie, moja przyjaciółka z klasy.
-Brayan i Nicolette już coś knują od tygodnia. Widziałam ich ostatnio na boisku. Rozmawiali i coś pisali.
Wypiłam herbatę i wróciłam pod klasę. Brayan był właśnie na obiedzie, więc nie było nikogo kto mógłby się ze mnie naśmiewać. Na schodach spotkałam Nicolette.
-Knujesz coś z Brayanem, wiem o tym.- powiedziałam zanim Nicolette zdążyła cokolwiek powiedzieć.
-Rozmawiałam z nim, czy to znaczy coś knuć?- zapytała podpierając się pod boki, po czym dodała:
-Ja nic nie wiem o Brayanie i o tym co w jego głowie się dzieje.- powiedziała i poszła na dół. Tak szczerze to nigdy nie rozumiałam się z nią. Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, ale potem się coś popsuło, sama nie pamiętam co.
Zaszłam do góry. Z drugiego końca korytarza widziałam swój plecak. Całe drugie piętro było puste. Zastanawiałam się gdzie się wszyscy podziali. A co jest w końcu z moim plecakiem? Ruszyłam powoli w stronę plecaka.  Sięgnęłam do jednej z kieszonek by wyciągnąć picie, ale zamiast wody w butelce znajdowała się jakaś dziwna czarna maź. Następnie z kieszonki wypadło moje pudełko śniadaniowe. Znów zamiast śniadania znalazłam czarną maź. Zastanawiałam się co to może być. Otworzyłam pudełko. Ze śniadaniówki błyskawicznie wytrysnęła czara substancja. Wszystko poleciało na mnie. W tej samej chwili z sali przyrodniczej wybiegli wszyscy uczniowie z Brayanem na czele. No i stałam się pośmiewiskiem szkoły. Z dołu przybiegły moje przyjaciółki, Sara, Rowan i Natalie. Stały w drzwiach i patrzyły z niedowierzaniem. Szybko pobiegłam do łazienki by oszczędzić sobie dalszego pośmiewiska. Zamknęłam się w toalecie i zaczęłam płakać. „Zawsze takie coś musi stać się mnie” pomyślałam. Usłyszałam trzask drzwi.
-Jane, nic ci nie jest?- usłyszałam głos Sary.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz