Rozdział 1
Nazywam się Jane Ayer, czternastoletnia dziewczyna, uczennica
drugiej gimnazjum. Kiedyś byłam małą,
naiwną dziewczynką, zresztą jak każdy. Dawałam sobie wszystko powiedzieć i
zrobić. Zmieniłam się. To był pewien
słoneczny poniedziałek. Piętnasty czerwiec. Nie wiedziałam, że ten dzień kompletnie zmieni
moje życie.
-Jane, widziałaś swój plecak?- spytał Brayan kiedy
schodziłam po schodach na herbatę.
Brayan to trzynastoletni wariat. Niższy szatyn, bardzo rozwydrzony i
zabawny.
-Nic nie widziałam.- odparłam i
poszłam dalej.
-Powinnaś uważać na swój plecak.-
ostrzegła mnie Natalie, moja przyjaciółka z klasy.
-Brayan i Nicolette już coś knują
od tygodnia. Widziałam ich ostatnio na boisku. Rozmawiali i coś pisali.
Wypiłam herbatę i wróciłam pod
klasę. Brayan był właśnie na obiedzie, więc nie było nikogo kto mógłby się ze
mnie naśmiewać. Na schodach spotkałam Nicolette.
-Knujesz coś z Brayanem, wiem o
tym.- powiedziałam zanim Nicolette zdążyła cokolwiek powiedzieć.
-Rozmawiałam z nim, czy to znaczy
coś knuć?- zapytała podpierając się pod boki, po czym dodała:
-Ja nic nie wiem o Brayanie i o
tym co w jego głowie się dzieje.- powiedziała i poszła na dół. Tak szczerze to
nigdy nie rozumiałam się z nią. Kiedyś byłyśmy przyjaciółkami, ale potem się
coś popsuło, sama nie pamiętam co.
Zaszłam do góry. Z drugiego końca
korytarza widziałam swój plecak. Całe drugie piętro było puste. Zastanawiałam
się gdzie się wszyscy podziali. A co jest w końcu z moim plecakiem? Ruszyłam
powoli w stronę plecaka. Sięgnęłam do
jednej z kieszonek by wyciągnąć picie, ale zamiast wody w butelce znajdowała
się jakaś dziwna czarna maź. Następnie z kieszonki wypadło moje pudełko
śniadaniowe. Znów zamiast śniadania znalazłam czarną maź. Zastanawiałam się co
to może być. Otworzyłam pudełko. Ze śniadaniówki błyskawicznie wytrysnęła czara
substancja. Wszystko poleciało na mnie. W tej samej chwili z sali przyrodniczej
wybiegli wszyscy uczniowie z Brayanem na czele. No i stałam się pośmiewiskiem
szkoły. Z dołu przybiegły moje przyjaciółki, Sara, Rowan i Natalie. Stały w
drzwiach i patrzyły z niedowierzaniem. Szybko pobiegłam do łazienki by
oszczędzić sobie dalszego pośmiewiska. Zamknęłam się w toalecie i zaczęłam
płakać. „Zawsze takie coś musi stać się mnie” pomyślałam. Usłyszałam trzask
drzwi.
-Jane, nic ci nie jest?-
usłyszałam głos Sary.